Soundtrack
Video - ,,Dobrze, że jesteś"
_______
Biegłam przed siebie bez konkretnego celu. Nogi automatycznie wyrywały się do przodu, a łzy zalewały twarz. Ostatnimi czasy za dużo płakałam. Wszystkie komplikacje dotyczące Harry'ego i naszych relacji wpływały na mnie w taki sposób. Gdy już myślałam, że wszystko się ułoży i w końcu stworzymy w miarę możliwości udany związek, ponownie coś runęło. Dziewczyna, której imię poznałam już wcześniej, otworzyła mi drzwi i zdawała się być zaskoczona moim widokiem. Może to właśnie ona była dla Niego najważniejsza? Może to ja, pukając do drzwi, naruszyłam ich przestrzeń? Patrząc na całą tą sytuację, można było wywnioskować, że bez wątpienia w czymś im przeszkodziłam. Na myśl o wspólnym prysznicu tej dwójki, łzy po raz kolejny zalały moją twarz. Skoro wytatuował sobie Jej imię wzdłuż linii obojczyka musiała być dla Niego niesamowicie ważna.
Nie miałam gdzie się podziać. Nie miałam już nikogo. Harry po raz kolejny złamał moje serce na niezliczoną ilość drobnych kawałków, o rozmowie ze Steve'em wolałam nie myśleć. Nawet Rob nie był odpowiednią osobą. Byłam wręcz pewna, że właśnie odwiedził swojego przyjaciela, którego zraniła dziewczyna bez uczuć. Niestety je miałam, a teraz dawały się we znaki. Moje myśli dotyczyły tylko Harry'ego i Nelly. Jakim cudem po tym wszystkim przez co razem przeszliśmy, u progu Jego drzwi się na nią natknęłam? Czy naprawdę znaczyłam tak niewiele?
Chaos w mojej głowie i bezsilność zaprowadziły mnie do dawno nieodwiedzanej knajpy. Duży, zielony neon informował, że znalazłam się w ,,Green'ie". Wcale nie miałam ochoty tam iść, ale nie miałam gdzie się podziać. Pamiętam, że Steve mówił o jakiejś imprezie, która miała się tam odbyć. Nie chciałam imprezować. Miałam nadzieję na zatopienie swoich zmartwień w alkoholu i oderwanie się od wszelkich problemów. Otworzyłam metalowe drzwi i pierwszym, co uderzyło w moje nozdrza był ostry zapach alkoholu. Może to dziwne, ale odkąd byłam z Harrym takie miejsca były dla mnie zbędne. O ile naszą relację można było nazwać związkiem. Kim właściwie dla siebie byliśmy? Skończyliśmy wszystko, zanim zdążyło się zacząć? Ja to skończyłam, czy On? Harry o niczym nie wie. Ciekawe, czy Nelly powiedziała Mu, że tam byłam. Nelly. Imię to krążyło w mojej głowie od jakiegoś czasu, a teraz wiedziałam kim jest jego właścicielka. Podeszłam do baru i wspięłam się na wysoki stołek. Impreza pomału się zaczynała. Ludzie gromadzili się wewnątrz knajpy. Część z nich kojarzyłam z poprzednich imprez. Z niektórymi piłam, czasami paliłam jakieś zielska.
- Co podać? - Wysoki blondyn z mnóstwem tatuaży na ramionach odezwał się do mnie zza lady.
- Drinka. - Odpowiedziałam. - Jakiegokolwiek.
- Może specjalność dnia? - Zapytał z głupkowatym uśmieszkiem. Specjalność dnia? Od kiedy w takich melinach są jakiekolwiek specjalności? Jedyną atrakcją lub niecodziennością tutaj były dodatkowe działki dragów lub darmowe piwo w każdy czwartek.
- To znaczy? - Zapytałam i w tym samym momencie poczułam wibrujący telefon w kieszeni moich dżinsów. Wyjęłam go i zobaczyłam imię Harry'ego widniejące na ekranie. Serce zaczęło bić szybciej. Nie wiedziałam, czy odebrać, ale po chwili postanowiłam odrzucić połączenie. Okazało się, że dzwonił już wcześniej. Koperta wskazywała na jakąś wiadomość.
,,Muszę załatwić ważną sprawę na mieście, ale potem do Ciebie wpadnę. Co Ty na to?" Wyszłam ze skrzynki odbiorczej, tym samym postanawiając, że nie odpiszę na Jego wiadomość. Po tym, gdy telefon zadzwonił jeszcze kilka razy, wrzuciłam go z powrotem do torby i spojrzałam na barmana.
- Drink z colą i odrobiną cytryny. - Odpowiedział.
- Niesamowite. - Parsknęłam z ironią. - Niech będzie.
Mężczyzna przygotował dla mnie napój, który po chwili wypiłam. Każdy kolejny powodował lekkie rozluźnienie i pozbycie się części problemów. Czysto teoretycznie oczywiście. W praktyce wciąż zdawałam sobie sprawę z tego, co mnie spotkało.
- Panienka sama? - Niski głos dobiegł moich uszu. Odwróciłam się i zobaczyłam niskiego mężczyznę ubranego w obcisły T-shirt. Napis na jego koszulce świadczył o tym, że albo kupił kiepską podróbę oryginalnych ubrań albo Gucci podwoiło literę ,,u" w swojej nazwie. Strzeliłam, że pierwsza opcja jest bardziej prawdopodobna, po czym zdecydowałam się odezwać.
- Owszem. - Powiedziałam i odwróciłam wzrok.
- Mogę ci potowarzyszyć, Maleńka. - Obleśny koleś nie chciał najwidoczniej odpuścić.
- Przyszłam z zamiarem spędzenia tego wieczoru w samotności, więc pozwól mi na to i się odpierdol.
- Widzę, że masz cięty język. Lubię takie. - Polizał swoje wargi, co wywołało we mnie odruch wymiotny.
- Nie mam zamiaru się powtarzać. - Mężczyzna na te słowa dotknął dłonią zewnętrzną część mojego uda, na co wymierzyłam mu siarczysty policzek.
- Ty mała dziwko! - Krzyknął, a po chwili czyjeś silne ręce odepchnęły go na pobliski stół. Wysoka sylwetka chłopaka, który stanął w mojej obronie i gęste, ciemne loki przyprawiły mnie o szybsze bicie serca. Harry.
- Łapy przy sobie, kutasie! - Wysyczał w stronę faceta, na co ten uniósł ręce w geście poddania się. - Jeszcze raz ją dotkniesz...- Dokończył, a po chwili odwrócił się w moją stronę. Patrzyłam na Niego i nie potrafiłam się odezwać. Byłam zaskoczona Jego obecnością w tamtym miejscu, wdzięczna za to, że oderwał ode mnie obleśnego pijaka, a jednocześnie wciąż niezmiernie wściekła za wcześniejszą sytuację.
- Co Ty tutaj robisz? - Wysyczał, wyraźnie zdenerwowany.
- Mogłabym spytać o to samo. - Odpowiedziałam.
- Pisałem, że muszę załatwić parę spraw na mieście. - Przeczesał włosy dłonią. - Jednak nie raczyłaś na to odpowiedzieć. Nie wysiliłaś się nawet na to, by odebrać, ale jak widać miałaś ważniejsze sprawy na głowie. - Spojrzał wymownie na pusty już kieliszek po kolejnym drinku.
- Jak widać. - Wysyczałam, podświadomie wyobrażając Go sobie w towarzystwie Nelly.
- Jedziemy do domu. - Powiedział stanowczo i chwycił moją dłoń.
- Zostaw mnie. - Wyszarpałam ją z Jego objęć.
- To nie jest miejsce dla ciebie.
- Dla ciebie również. - Parsknęłam. - Poza tym, od kiedy decydujesz co jest dla mnie najlepsze?!
- Od kiedy zaczęło mi na Tobie zależeć. - Odpowiedział, na co zamilkłam. Chciałam wierzyć w Jego słowa, ale to, co zdążyło się wydarzyć, nie do końca na to pozwalało.
- Ciekawe. - Stwierdziłam obojętnie.
- O co Ci chodzi, Emma? - Widziałam, że traci cierpliwość. - Dlaczego jesteś tutaj sama i pijesz drinki i czemu do cholery nie mogłem się z Tobą skontaktować?!
- Nie tylko ja powinnam Ci się z czegoś tłumaczyć.
- Co masz na myśli? - Zapytał, na co łzy po raz kolejny opuściły moje oczy. - Nie będziemy rozmawiać tutaj. - Pociągnął mnie za ramię, na co ruszyłam za Nim. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, poczułam krople deszczu uderzające o moją głowę. Harry objął mnie, a gdy zaczęłam protestować, On tylko zaciśnił swój uścisk i zaprowadził do samochodu. Otworzył drzwi pasażera.
- Wskakuj. - Poinstruował, po czym sam zajął miejsce kierowcy. - Co chcesz mi powiedzieć?
- Jedź. - Kazałam.
- Mów do cholery, Emma! - Uderzył rękoma w kierownicę.
- Jedź Harry. - Powtórzyłam. Szczerze mówiąc nie wiedziałam jak mam zacząć. Nie chciałam poznać prawdy. Za dużo dla mnie znaczył, a wiedziałam, że Jego wyznanie może wszystko zniszczyć. Jednocześnie to było jedynym rozwiązaniem. Musiałam Go zapytać wprost, co łączy Go z Nelly.
- Jak wolisz. - Harry ruszył z piskiem opon i zanim się zorientowałam, z ogromną prędkością ruszyliśmy w kierunku autostrady.
Ten wieczór wcale nie należał do najprostszych.
_______
CZYTAM = KOMENTUJĘ :)
Przypominam o hashtagu #blinkff :)
Jeśli pod tym rozdziałem pojawi się spora ilość komentarzy, obiecuję, że następny pojawi się wcześniej. Wszystko zależy od Was :)